Liczydło

Stewart-Warner-Cadet-Speedometer-1Mój pierwszy licznik rowerowy nie posiadał opcji prędkości i oczywiście był w pełni mechaniczny. Był to jakim mały radziecki twór, który montowało się na osi przedniej piasty. Na szprychę należało przykręcić mały trzpień, który obracał kółko zębate raz na obrót koła. Działał. Błąd był spory, nawet nie wiem do jakiego koła był przystosowany. Służył mi przez kilka lat w składaku. Nie pamiętam ile wskazał, ale to w sumie nie jest istotne. Były to rok 1990? Kilka lat później pojawiły się już liczniki elektroniczne, ale ich ceny były kosmiczne. Dlatego, gdy stałem się posiadaczem miejskiego górala, na kierownicy również zagościł licznik mechaniczny, ale tym razem z opcją pomiaru prędkości.

Licznik z prędkościomierzem wyglądał podobnie jak ten przedstawiony na powyższym obrazku. Zasada działania była nieco inna. na oś była zakładana przekładnia, wkładana między szprychy. Przekładnia napędzała linkę, która przenosiła napęd na wewnętrzny mechanizm licznika. Na tej zasadzie działały przez długi czas liczniki samochodowe. I tu pewna ciekawostka. Błąd dystansu był stosunkowo nieduży, ale błąd prędkości znacznie większy, tak +/- 20%. Cóż. Taki był rynek, nie proponował nic innego w rozsądnej cenie. Licznik należało serwisować. Linka musiała być posmarowana, inaczej stwarzała opór. Konsola zajmowała dużo miejsca na kierownicy… We współczesnym świecie nie do przyjęcia. Czyżby? Nie do końca. Liczni analogowe są wciąż dostępne. Odbiorcami są praktycznie wyłącznie fani stylu retro.

To teraz przyjrzyjmy się licznikom „cyfrowym”. Dlaczego cudzysłów? Dlatego gdyż z punktu widzenia przetwarzania sygnałów, jeden z powyższych liczników także należy uznać za licznik cyfrowy. Może powiem inaczej. Spójrzmy na licznik elektroniczny. Zasada działania jest stosunkowo prosta. Na widelcu montowany jest czujnik, a na szprychę magnes. Czujnik to prosty kontaktron (przekaźnik Reed’a). To dwa styki, które zwierają się pod wpływem pola magnetycznego, za każdym obrotem koła. Licznik zlicza impulsy pochodzące z czujnika. Do poprawnego działania musimy wpisać do licznika obwód koła. Na tej podstawie obwodu kola oraz ilości impulsów w jednostce czasu licznik wylicza wszystkie parametry jazdy.
I tu chcę obalić popularne dwa mity krążące na temat liczników rowerowych. Mit pierwszy dotyczy zależności działania licznika od wysokości montażu czujnika w stosunku do osi. Punkt mocowania może być dowolny. Zliczamy ilość obrotów koła, zatem bez różnicy czy czujnik jest tuż przy osi, czy tuż przy oponie, jeden obrót, to jeden obrót i tyle.
Drugi mit głosi, że liczniki tanie liczniki są mniej dokładne. To także nie jest prawda. Na dokładność licznika przede wszystkim wpływa to, jak dokładnie zmierzymy obwód naszego koła. Jeżeli wpiszemy go „na oko” z instrukcji, to błąd będzie większy, gdy własnoręcznie zmierzymy obwód, błąd będzie praktycznie minimalny. Zatem przy prawidłowym ustawieniu obwodu, wskazania Sigmy Rox będą takie same jak chińszczyzny za 10 PLN.  Metody na wyznaczenie obwodu są trzy: pomiar średnicy (A), pomiar obwodu (B), odczytanie z tabeli na podstawie rozmiaru opony (C).

sigma_wheel_speeed

Wyciąg z instrukcji obsługi licznika marki Sigma.

Jak dokładnie należy zmierzyć? Przyjmijmy, że chcemy osiągnąć błąd pomiaru 1% – czyli dobrą wartość. Koła rowerowe począwszy od 26″ mają obwód ponad 2m. Zatem, aby uzyskać taką dokładność musimy zmierzyć obwód koła z precyzją 2cm. Czyli na oko patrząc nie jest to szczególnie duża dokładność. Da się to zrobić znacznie lepiej. Należy jeszcze uwzględnić ugięcie opony. Powiedzmy 5mm. Daje to około 3cm, czyli 1,5% błędu. Czyli lepiej mierzyć oponę pod ciśnieniem, które będzie symulować ugięcie przy ciśnieniu z jakim jeździmy. Ja jednak to pomijam, gdyż dokładność poniżej 5% jest w zupełności satysfakcjonująca.
Oczywiście nic nie jest niezawodne. Kiedy licznik może zacząć źle liczyć? Przede wszystkim, gdy pole magnetyczne zwierające styki jest zbyt słabe, czyli gdy odległość między czujnikiem a magnesem jest zbyt duża. Aby mieć pewność, że czujnik będzie poprawnie działał należy zamocować go zgodnie z zaleceniami producenta i rekomendowaną odległość magnesu od czujnika. Jeżeli z jakichś powodów nie możemy zapewnić tej odległości, być może potrzebujemy mocniejszego magnesu – są do nabycia. Inny powód? Bateria. Częsty powód problemów w licznikach bezprzewodowych. Jeszcze coś? Ano znajdzie się. Kontakt podstawki z licznikiem. Styki mogą być brudne, mogą źle sprężynować, podstawka może być wyrobiona.

Czujnik połączony jest z licznikiem dwojako. Starszą metodą (ale wciąż stosowaną) jest połączenie przewodowe. Nowszą metodą jest połączenie bezprzewodowe. Liczniki bezprzewodowe są zwykle droższe. Ich niewątpliwą zaletą jest to, że eliminują przewody biegnące wzdłuż ramy. Wady? Droższy. Rzecz oczywista. Większy pobór prądu, bateria starcza na krócej. I chyba najmniej oczywista rzecz wrażliwość na zakłócenia. Niektórzy producenci używają dziwnych terminologii, typu kodowanie sygnału, aby przekonać klienta, że ich rozwiązanie jest niezawodne. Na czym to polega? Transmisja radiowa może być zarówno analogowa jak i cyfrowa. Liczniki oparte na analogowej transmisji radiowej mają tendencje do absurdalnych wskazań chwilowych (np 90 km/h, gdy mijał nas motocykl), gdy zostaną wystawione na zakłócenie. Transmisja cyfrowa eliminuje ten efekt jednak nie oznacza to, że łącze nie jest odporne na zakłócenia. Jeżeli poziom sygnału zakłócającego będzie wystarczająco wysoki, stracimy link radiowy z czujnikiem i żadna transmisja cyfrowa nam nie pomoże. Doświadczyłem tego kilkukrotnie. Mój licznik był zakłócany zarówno przez lampkę rowerową, nawigację a także kamerę. Problem się uspokoił, gdy oddaliłem licznik od źródła zakłócenia. Na małych kokpitach może być to dość problematyczne. Co nam wtedy pozostaje? Praktycznie nic. Albo zrezygnować z używania dodatkowej elektroniki, albo przejście na wersję przewodową. Niestety nie wszyscy producenci produkują liczniki wyższej klasy w wersji przewodowej. Może i jest to pewne marketingowe faux pass, ale niektórym tratuje to życie. Nie wyobrażam sobie, że bezprzewodowy licznik będzie poprawnie działał, gdy na kierownicy powiesi się dwie lampy 2x MJ-872 i włączy na pełny gaz. Może za jakiś czas producenci liczników nadążą za rynkiem oświetlenia i poprawią odporność swoich odbiorników.

Rowerowy komputer przede wszystkim kalkuluje nam parametry dystansu i prędkości, ale czy może coś jeszcze? Tak. Bardzo popularnym parametrem mierzonym przez liczniki rowerowe jest kadencja, czyli obroty korbą na minutę. Parametr wykorzystywany podczas treningów. Dla przecietnego Kowalskiego taki parametr jest także użyteczny. Jeżeli jeździmy dużo, warto aby pomyśleć o tym, by jeździć z optymalną kadencją (około 90). Licznik pomaga nam dobrać przełożenie.
Kolejną opcją spotykaną w licznikach jest wysokościomierz. Wysokość wyznacza się na podstawie ciśnienia atmosferycznego. Jest to bardziej dokładny pomiar niż wysokość pobierana z systemu GPS. Oczywiście przed każdą jazdą wysokościomierz należy skalibrować na znanej wysokości, gdyż ciśnienie zmienia się wraz z pogodą (fronty). Nawet uwzględniają ten mankament, wyniki bardzo dobrze odzwierciedlają rzeźbę terenu, w przeciwieństwie do GPS – mam z tym trochę doświadczenia.A może pulsometr. Jak najbardziej. Nie trzeba mieć oddzielnego „zegarka” by mierzyć tętno, wyznaczać strefy treningu i liczyć ilość spalonych kalorii. To zrobi za nas licznik.
Wiele czynników ma także zintegrowany GPS. I tutaj nie należy wyraźnie odróżnić licznik z GPS’em od licznika bazowanego na sygnale GPS. To dwie różne rzeczy i różne jakości.

Ceny liczników na popularnym portalu aukcyjnym wahają się od kilku, do ponad 1000 PLN za najwyższe modele. Co otrzymujemy w takiej rozpiętości cenowej? Liczniki najtańsze, do powiedzmy 30 PLN.

Najtańsze liczniki posiadają zwykle podstawowe opcje takie jak: dystans wycieczki, dystans całkowity, prędkość, prędkość średnia, prędkość maksymalna, czas jazdy, zegarek. Jakość wykonana liczników jest bardzo różna. W tym budżecie można już znaleźć bardziej znane marki, typu Echowell czy Sigma, ale zwykle funkcje dostępne są bardzo okrojone. Niektóre są podobno uszczelniane, ale tak naprawdę dopiero „w praniu” wyjdzie na ile zapewnienia producenta są wiarygodne.

Liczniki z pomiarem bezprzewodowym zaczynają się od kilkudziesięciu złotych. Atech F13 można już kupić poniżej 60 PLN. Opinie na temat łącza radiowego są podzielone. Można przypuszczać, że jest to transmisja analogowa, bo licznik jest bardzo tani. Liczniki tańszych producentów posiadają już czujniki kadencji (ilości obrotów korbą/min)

Najwyższa półka? W sumie cenowej granicy nie ma. To są już prawdziwe komputery rowerowe. Sigma Rox 6.0 w cenie około 460 PLN oprócz podstawowych funkcji licznika integruje także wysokościomierz barometryczny oraz pulsometr. Wszystko w pomiarze bezprzewodowym. Licznik współpracuje z oprogramowaniem komputerowym Data Ceneter 3.0.

datacenter30

Jako, że liczniki wysokiej klasy zwykle logują parametry jazdy, można je później analizować za pomocą tego oprogramowania. Niestety. Nie ma nic za darmo. Podłączenie licznika do komputera wymaga specjalnej przystawki. W przypadku modelu Rox 6.0 to akcesorium jest opcjonalne i nie ma go w zestawie z licznikiem. Nie jest szczególnie droga, bo kosztuje kilkadziesiąt PLN, ale to jednak dodatkowy koszt, który podwyższa cenę całego systemu. Ale to jeszcze nie koniec. Pełna wersja Data Center 3.0 kosztuje 10 euro. Więc to kolejny koszt.

Jeżeli ktoś poszukuje pewnego licznika najlepiej kupić coś znanej marki za około 100 PLN. Ja przywiązałem się firmy Sigma. Nawet niskie modele są wystarczająco dobre, by trochę posłużyć. Od 2012 roku użytkuję model BC 1609 w wersji przewodowej. 3 sezony w ciężkich warunkach (zimno, słońce, deszcz, myjnia). Licznik wciąż działa, ale coraz częściej pojawia się problem kontaktu licznika z czujnikiem. Nie wygląda na to, że to problem utlenionych styków w podstawce, a same styki w liczniku sprężynują właściwie. Mimo że jest to licznik z serii „lepiej wykonanych”, sreberko z obudowy zaczęło się łuszczyć stosunkowo szybko – ale nie o to przecież chodzi.
Do rowerów, których nie używam codziennie, mam licznik VDO MC 2.0 WR. Odnoszę wrażenie, że jest lepiej wykonany niż sigma. Prezentacja danych na wyświetlaczu jest znacznie ciekawsza. Wysokościomierz to w sumie trochę zbędny gadżet na nizinach. Stosunkowo mało opcji jak na tak drogi licznik. Brak kadencji dla wersji przewodowej.

Muszę zacząć myśleć o zmianie licznika w rowerze codziennym. Zaciekawiły mnie liczniki Atech. Tania chińszczyzna – nie da się ukryć. Biorę pod uwagę dwa modele. Najwyższy MCX-438 oraz najwyższy przewodowy MB-16.

atech_mb16Przewodowy MB-16 (czy też F16 – bo takie ma oznaczenie na obudowie) prezentuje się na powyższym zdjęciu. Cyfry prędkości ma duże i wyraźne. Cyfry dystansu także. I to jest podstawowa rzecz na jaką powinno się zwracać uwagę. Licznik posiada wszelkie standardowe funkcje, które są mi potrzebne. Z ciekawych dodatkowych to funkcja serwis. Można zaprogramować dystans po którym zaświeci się ikona przypominająca o przeglądzie roweru. Dla porównania. Sigma BC 16.12 także posiada taką funkcję, ale producent stwierdził, że ją zablokuje. Odblokować można ją tylko w serwisie/u dystrybutora… Absurd totalny. Licznik jest teoretycznie wodoszczelny, co na oko widać.
Wady? Dwie dystans całkowity jest tylko do 9999 km, brak pamięci nieulotnej. Fajny, ale podejrzewam, że do kolejnej zmiany licznik obróci się co najmniej raz. Cena bardzo dobra. Nieco ponad 30 PLN. Wersja bezprzewodowa około 60 PLN.

A teraz wersja na bogato. Altimetr, pulsometr i kadencja. Bezprzewodowo i tylko za 180 PLN.

atech_mcx438

Ale oczywiście w beczce miodu musi być ta łyżka dziegciu. Dokładnie to samo co w poprzedniej propozycji. Dystans całkowity tylko 4 cyfry i brak pamięci. Bynajmniej instrukcja nie wspomina by było inaczej. W liczniku tej klasy? Trochę dziwne. Tyle funkcji, a brak tak podstawowej opcji. Pulsometru w sumie nie potrzebuję. Mam już jeden i praktycznie nie korzystam. Kadencja się przydaje. Altimetr? Kiedyś bawiłem się w barometryczny pomiar wysokości i wiem, że od strony pomiaru nie jest on łatwy. Nie spodziewam się, że by ten licznik dorównywał VDO. Ale zawsze jest i to w dobrej cenie.

Zarówno jeden i drugi zapowiadał się nieźle, ale chyba trzeba będzie rozejrzeć się za czymś innym. Brak pamięci i licznik odo tylko do 10 tyś km – w sumie dyskwalifikują. Choć z drugiej strony wersja przewodowa jest tak tania, że kusi.
A od Sigmy? Pewnie żadnej zmiany. kontynuacja bieżącego modelu, czy BC 16.12.

sigma_1612Na pierwszy rzut oka widać, że w podstawce nie dokonano żadnych zmian konstrukcyjnych, więc stara by pasowała, ale jest już trochę zużyta, więc wymienię ją także. Czujnik kadencji mam. Cena? wersja przewodowa bez kadencji poniżej 100 PLN. Dobra cena.

Druga sprawdzona firma VDO. Tutaj liczniki wyraźnie droższe i nie ma szczególnie dużego wyboru w cenie zbliżonej do Sigmy. Za 112 PLN (normalnie około 150 PLN) znalazłem model X2.

vdo_x2Kolor okropny. Będzie rzucał się w oczy. Licznik posiada to, czego bym oczekiwał. W stosunku do Sigmy nie posiada kadencji – ale widzę, że to tradycja jeżeli chodzi o przewodówki VDO. Plus w stosunku do niej? Interwał serwisowy programowany dla dwóch rowerów niezależnie przez użytkownika, a nie specjalistyczny serwis.

 A na koniec licznikowy folklor. Licznik „na około” to nie jedyne rozwiązanie tej dziedzinie. Są także liczniki oparte o GPS. Najpopularniejszymi są produkty Holux’a, GR-245 i GR-260.

Wady? Wszelkie obliczenia oparte są o sygnał GPS. Mino, że odbiorniki Holux’a są stosunkowo dobre, ale do precyzyjnych pomiarów są moim zdaniem niewystarczające. Z mojego doświadczenia sygnałem gps jest różnie. Czasami jest bardzo dobry, czasami tragiczny. Producent podaje żywotność baterii 20-30 godzin dla modelu 245. Niewiele, a w rzeczywistości zapewne jeszcze mniej. Zalety? Urządzenia posiadają opcję stosunkowo prostej nawigacji oraz logowania. Cenowo? GR-245 można już kupić za 199 PLN a GR-260 od 300 do 500 PLN w zależności od wersji.
Tutaj należy także wspomnieć, że niektóre nawigacje sportowe mogą pobierać informacje na temat prędkości z dwóch źródeł. Albo jest to gps, albo stosowne czujniki (hasło ANT+). Niestety w przypadku np Garmin Edge trzeba za takie czujniki dodatkowo dopłacić. Czujnik prędkości i kadencji do serii Edge kosztuje ponad 250 PLN – zatem sporo.

Ten model znany jest pod oznaczeniem G54 (ale nie tylko) i kosztuje nieco ponad 20 PLN.

licznik_g54Ten wytwór jest mniej więcej 2-3 większy niż typowy licznik rowerowy. Przeznaczony głównie dla fanów rowerowej metrologii. Moim zdaniem przerost formy nad treścią, ale jak ktoś potrzebuje gigantycznego ekranu do prezentacji danych, to znajdzie coś dla siebie.

Jak zawsze zapraszam na
Forum Rowerowe.org

Ten wpis został opublikowany w kategorii Akcesoria i osprzęt. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na Liczydło

  1. marcin pisze:

    Fajny wpis! Dobra robota! 😉

  2. marcin pisze:

    Fajny artykuł.
    A co do liczników : nadal nie mogę zrozumieć jednej prostej rzeczy. Czemu nie ma opcji stałego podświetlenia? Wiadomo światło=prąd. Ale niech ta obudowa będzie większa. Do środka 2xaaa albo 1x123A – przy prądzie diody rzędu 5-10mA – kilkanaście godzin świecenia. A jazda w nocy byłaby wygodniejsza.
    Mnie osobiście nie potrzeba w liczniku 28 czy 30 funkcji. Prędkosć, dystans całkowity, dystans ‚tripu’, średnia prędkość w ‚tripie” i stałe podświetlenie – dla osób dla których rower jest środkiem komunikacji – starczy w zupełności.

    • mklos1 pisze:

      Podejrzewam, że większość klientów zainteresowana jest małym subtelnym licznikiem. Rozmiar 2xAAA to jednak sporo, gdy się porówna to z rozmiarem standardowego licznika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.