Samochód vs rower na co dzień

carvsbicycleTemat roweru jako środka transportowego w dużym mieście pojawił się już zapewne nie raz w rozważaniach każdego rowerzysty. Organizacje pro-rowerowe afirmują go jako jedyne słuszne rozwiązanie. Czy to prawda? Czy rower jest rzeczywiście alternatywą dla samochodu w dużym mieście? Jest bardzo wiele aspektów, przez które można patrzeć na ten temat. Spróbujmy przyjrzeć się jak wygląda koszt eksploatacji jednego i drugiego.

Pierwszym koronnym argumentem są koszty zakupu i eksploatacji, które bezpośrednio składają się na koszt przejechanego kilometra.

Koszty zakupu środka transportu.
Cena nowego samochodu w zależności od klasy. Samochody typowo miejskie, typu Ford KA, czy Skoda Citigo to mniej więcej koszt 30-35 tyś PLN. Jednak tego typu samochód jest dobry dla singla, który prowadzi niezobowiązujący tryb życia. Wiadomo, że nikogo nie stać, by mieć samochód na każdą okazję, więc musimy iść na kompromis. Optimum dla dwóch osób do jazdy miejskiej i okazyjnie za miasto (na wakacje) to pojazd klasy Ford Fiesta czy Skoda Fabia. Do tej klasy trzeba dołożyć 10-15 tyś więcej w stosunku do poprzedników. Jednak w przypadku, gdy trzeba zapakować się na dłuższe wakacje, bagażniki tych samochodów zaczynają być ciasne lub nie wystarczają. Bardzo duży komfort podróżowania zapewniają samochody większe, typu Ford Focus czy Skoda Octavia. Ceny tego typu pojazdów zaczynają się zwykle od 55-60 tyś. Takie samochody już zaczynają być w mieście mało wygodne, ze względu na swoje gabaryty. Na temat większych pojazdów nie opłaca się dyskutować, gdyż limuzyny typu Ford Mondeo czy Skoda Superb czy inne tego typu pojazdy są zaprzeczeniem pojazdu miejskiego.
Zatem widzimy, że zakup nowego samochodu to bardzo duży koszt. Ale to nie jedyne rozwiązanie. Można nabyć samochód używany. Ich ceny determinuje zwykle stan techniczny i rocznik produkcji. Można spokojnie powiedzieć że za 10 tyś PLN można nabyć samochód miejski w dobrym stanie i cieszyć się nim jeszcze przez kilka lat.
Ceny, które padały wyżej, nijak się mają do cen rowerów, które można uznać za miejskie. Typowy rower miejski kosztuje od kilkuset do powiedzmy 2000 PLN w zależności od jakości i stylu jazdy jaki chce się w mieście uprawiać. Typowy mieszczuch ma 3, 7 lub 8 biegów ze względu na piastę zintegrowaną. Bagażnik pod sakwy i tyle. Komfortowa pozycja – to nie jest rower do ścigania. Do grupy rowerów miejskich można spokojnie zaliczyć także rowery trekingowe. Tutaj rozrzut cenowy jest znacznie większy, gdyż pojawiają się napędy wysokiej klasy (np Shimano XT, hydrauliczne hamulce, powietrzny amortyzator). Mogą one kosztować od 1000 nawet do 5000 PLN. Czyli w tej grupie już zaczynamy się zbliżać do ceny najtańszego używanego samochodu. Wiele osób porusza się w mieście rowerami typu cross czy mtb, ale one w swoich surowych formach – czyli takich jakie proponuje producent, bez modyfikacji średnio nadają na się na rower miejski.
Można taniej kupić rower? Można. Rynek wtórny rowerów także istnieje. Można spotkać bardzo ciekawe oferty. Nie mniej jednak nie wygląda on tak jak rynek wtórny samochodów, gdyż ze względu na stosunkowo niską cenę rowerów nowych, wybieramy właśnie je, a nie rowery używane.
Wniosek? Zakup roweru w porównaniu z samochodem to koszt 10-20-krotnie mniejszy.

Codzienna eksploatacja.
Sprawa oczywista w przypadku samochodu. Paliwo. Mimo, że producenci przechwalają się jeżeli chodzi o niskie spalanie, to wszyscy pomijają tzw cykl miejski. Tutaj nawet samochód, który w trasie pali 4,5-5L/100km wątpię, aby był w stanie zejść poniżej 7L/100km.
W przypadku roweru? Fizyka nie pozwala, aby rower poruszał się bez wkładu energii, ale koszty są pomijalne, nawet na przestrzeni roku.

Obsługa pojazdu.
Nowy samochód poza przeglądem gwarancyjnym wymianą płynów (w zasie tylko olej) i filtrów nie wymaga żadnego wkładu finansowego. Powiedzmy 500-1000 PLN rocznie. Pierwsze poważniejsze inwestycje zaczynają się w okolicy przebiegu 100 tyś km, gdzie zwykle trzeba wymienić paski, klocki, tarcze hamulcowe. Mogą się też pojawiać pierwsze awarie w zawieszeniu (w zależności czy było oszczędzane, czy nie). Najbardziej niebezpieczny samochód ma przebieg powyżej 150-170 tyś, gdyż wiele komponentów jest już wtedy wyeksploatowana. Kupując taki pojazd trzeba dokładnie przejrzeć historię napraw. Jeżeli książka jest pusta, należy się liczyć z ryzykiem poważnej awarii w niedalekiej przyszłości. Co i kiedy się najczęściej psuje względem przebiegu dla danej marki można znaleźć w internecie. Jakie to są koszty? Trudno powiedzieć. Mówi się, że kupując samochód za 10-15 tyś, trzeba zabezpieczyć budżet kilku tyś PLN na potencjalne naprawy. I to jest prawda, gdyż znam to z autopsji.
Rower też nie jest bezobsługowy. Tutaj koszty są łatwiejsze do oszacowania. Przyjmijmy, że eksploatujemy rower jako dojazd do pracy (bez względu na pogodę) plus rekreacja w weekend. Przy takiej jeździe wypadałoby raz w miesiącu zjechać do serwisu na czyszczenie i smarowanie napędu. Taka usługa w stolicy kosztuje od 60 do 80 PLN. Sezon powinien rozpocząć się przeglądem rozszerzonym (smarowanie piast, centrowanie kół) – koszt około 200+ PLN. Zatem sam serwis to koszt 400-500 PLN bez materiałów. W zależności od tego jakiej klasy napęd rower posiada, trzeba uwzględnić wymianę kasety i łańcuchów, które zużyjemy – powiedzmy 250 PLN w skali półtora roku. Zatem przy założeniu eksploatacji od kwietnia do września mamy roczny koszt utrzymania na poziomie blisko 600 PLN.
Zaskoczenie? Trochę tak. Jeżeli serwisuje się rower we własnym zakresie to tych kosztów się nie widzi. Zapominamy też, że jest grupa osób, która nie zajmuje się serwisem roweru, gdyż albo nie potrafi albo po prostu nie chce. Dla takiej osoby utrzymanie roweru nie będzie już pomijalnym kosztem.

Ubezpieczenia.
Prawo nakłada posiadaczy samochodów obowiązek posiadania ubezpieczenia z tytułu odpowiedzialności cywilnej. Jest to roczny koszt od powiedzmy 300 do ponad 1000 PLN w zależności od tego, gdzie mieszkamy i jakim pojazdem się poruszamy. Do wartościowych pojazdów zwykle właściciele dodają ubezpieczenie AC, aby w razie kradzieży czy uszkodzenia z własnej winy nie rozpaczać po wizycie w serwisie. Takie ubezpieczenie jest stosunkowo drogie i może sięgnąć nawet 3000 PLN w przypadku pojazdów, o których mówiliśmy.
Nie ma (jeszcze) obowiązku posiadania ubezpieczenia OC w przypadku poruszania się rowerem, ale moim zdaniem ryzyko nie jest warte kosztów. Za 100 PLN można mieć bardzo dobre ubezpieczenie rowerowe. Jest też AC dla rowerzystów, ale nie jest ono zbyt atrakcyjne, bo np jeżeli chodzi o kradzież ubezpiecza ono jedynie od rabunku (czyli napaści na ulicy), a nie od kradzieży np spod sklepu.

Podsumowanie.
Roczne koszty eksploatacji samochodu są znacznie większe niż roweru. Jaki to jest rząd? Bardzo zgrubnie 10-krotność, a uwzględniając cenę zakupu pewnie 20-krotność. Zatem jeżeli rower będzie nasz kosztował rocznie 600 PLN, to samochód 6000 PLN na tym samym dystansie. Czy takie porównanie ma sens? Nie do końca. Generalnie porównanie roweru i samochodu jest bezcelowe, gdyż oba pojazdy posiadają zupełnie inne możliwości.
Rower zwykle polegnie na dłuższym dystansie w starciu z samochodem. Ten pierwszy jest dobry na krótkie odcinki, powiedzmy do 10km. Absurd dużych polskich miast jest taki, że wciąż samochód wygrywa z transportem alternatywnym.
Wybór roweru jako transport bardzo łatwo jest widziany z pozycji rowerowego maniaka. Niestety bardzo wiele osób nie uznaje roweru za swoje hobby, ani atrakcyjną formę aktywności fizycznej. Dla takich osób jedyną alternatywą w transporcie jest komunikacja miejska.
Wiele osób nie wyobraża sobie dojazdu do pracy rowerem ze względu na brak szatni z prysznicem. Przy okazji powstaje bardzo wiele mitów związanych z higieną, które wykreślają rower ze środków transportu.
Jest też bardzo wiele aspektów, które nie dają się przeliczyć bezpośrednio na pieniądze. Jest nim np czas. Bardzo wiele osób bardzo ceni swój czas wolny. W przypadku, gdy samochód daje możliwość dojechania do domu 30 minut wcześniej i wyjechać 30 minut później, koszt paliwa przestaje mieć znaczenie.
Dziecko – kolejny dość ważny argument przeciw transportowi alternatywnemu. Nawet najbardziej zatwardziali rowerzyści potrafią zmienić swoje postrzeganie samochodu, gdy w ich życiu pojawia się dziecko. Przemieszczanie się z małym dzieckiem komunikacją miejską? Możliwe – ale potrafi być trudne. Możliwość osobistego odstawienia dziecka do szkoły, mając alternatywę by samo szło lub jechało komunikacją miejską – bezcenne w obecnych czasach i podejściu rodziców do wychowania.

Jest swego rodzaju presja społeczna na posiadanie samochodu, wynikająca z czasów Realnego Socjalizmu. Wtedy samochód był Świętym Graal’em, na który wyczekiwało się latami. Samochód był czymś wyjątkowym, czymś więcej niż tylko wyznacznik statusu społecznego i zamożności. Takie podejście wciąż jest, ale powoli zaczyna się zmienić. Życie bez samochodu jest możliwe i łatwiejsze niż to było kiedyś. Znam osoby, które samochodu nie posiadają i nie czują potrzeby jego posiadania. Ludzie jednak wybierają rozwiązania, które uważają, że są najwygodniejsze dla nich, a nie wygodniejsze dla nas – rowerzystów. Żeby, żeby żyć w zgodzie trzeba ten wybór zaakceptować i spróbować zrozumieć.

Jak zawsze zapraszam na
Forum Rowerowe.org

Ten wpis został opublikowany w kategorii Idelologia, Okołorowerowe. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

6 odpowiedzi na „Samochód vs rower na co dzień

  1. Wdk pisze:

    Wpis napisany pod kątem użytkownika roweru i przeciwnika samochodów 😉 Przynajmniej ja odniosłem takie wrażenie.

    • mklos1 pisze:

      Można mi zarzucić wszystko, ale chyba nie to, że jestem przeciwnikiem samochodu. Jestem przeciwnikiem przede wszystkim fanatyzmu (czy wręcz fundamentalizmu) – czy to samochodowego czy rowerowego.

  2. jakos pisze:

    W sumie wpis o niczym… Można streścić jednym zdaniem, że wybór konkretnego środka transportu zależy od konkretnej sytuacji, są plusy i minusy obu rozwiązań.

  3. bum pisze:

    Dwa pojazdy tak różne, że raczej trudno jeden zastąpić drugim, więc posiadanie obydwu mocno wskazane, co z kolei każe rozpatrywać te koszty nieco inaczej.
    Kwestie ekonomiczne są oczywiście ważne, ale nawet ważniejsze są albo przynajmniej powinny być kwestie zdrowotne, a to już trudno przeliczyć na pieniądze.
    Wadą samochodu jest to, że zbyt szybko przyzwyczaja do wygody, rozleniwia swojego właściciela i tym samym nierzadko szkodzi mu zamiast pomagać 🙂

    Myślę, że ciekawszym porównaniem byłoby: rower kontra skuter/motocykl o małej pojemności ( 50ccm – 125ccm).

  4. mklos1 pisze:

    Może i wpis o niczym, ale w tym temacie na forum powstają wątki, które ciągną się niczym „Moda na sukces”. Zwykle fanatyczni przeciwnicy samochodu próbują udowodnić, że rower jest rozwiązaniem wszelkich problemów, a to oczywista nieprawda.
    Pomijając w zupełności aspekty sezonowości, to z tego co zauważyłem, że podstawowy problem – blokada przed jazdą rowerem to mity związane z higieną oraz brak miejsc, w których można by się przebrać. Ja akurat mam pełen komfort, bo pomieszczenie serwerowe zaanektowałem na szatnię. Nikogo w miej pracy nie szokuje, że przychodzę do pracy w obcisłym, kolorowym stroju z pampersem. Nie jest to jednak takie oczywiste w przypadku innych pracodawców. Swego czasu (coś około 2011 roku) zlikwidowano parking rowerowy przy Warsaw Financial Center w trosce o prestiż. Ktoś stwierdził, że już przed pracą trzeba mieć biały kołnierzyk, a od roweru „wieje sandałem”.
    http://tvnwarszawa.tvn24.pl/informacje,news,rowerem-nie-do-wiezowca-musimy-dbac-o-prestiz,33027.html
    Nie wiem jaki był dalszy bieg sprawy, parę lat minęło…

  5. Maciek Rutecki pisze:

    BTW są mieszczuchy, których ceny zaczynają się od 3000 złotych, choćby Gazelle, ale za to odwdzięczają się niemalże całkowitym brakiem obsługi. Wtedy odpada:

    ” Przy takiej jeździe wypadałoby raz w miesiącu zjechać do serwisu na czyszczenie i smarowanie napędu. Taka usługa w stolicy kosztuje od 60 do 80 PLN. Sezon powinien rozpocząć się przeglądem rozszerzonym (smarowanie piast, centrowanie kół) – koszt około 200+ PLN. Zatem sam serwis to koszt 400-500 PLN bez materiałów.”

    nawet w jeździe zimą. Poza kontrolą dwa razy do roku (przy 5-8 tysiącach kilometrów rocznie) łańcucha z ewentualnym nasmarowaniem (pełna osłona) i stanem ogumienia, hamulców, względnie innych potencjalnych uszkodzeń nic nie trzeba robić.

    Generalnie jak ktoś na poważnie i przez cały rok, niezależnie od pogody zawsze używa roweru, to powinien poważnie się zastanowić w inwestycję w lepszy i bardziej niezawodny model. Wyjdzie później o niebo taniej.

    Z resztą z samochodem jest podobnie.

    Ale nie wyobrażam sobie mieć tylko rower lub samochód; za bardzo obydwa mi się przydają, a nie lubię komunikacji zbiorowej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.