Metoda Park Tool’a – ciąg dalszy

20140922_192359Historii z zajeżdżaniem bębenka ciąg dalszy… Jakiś czas temu opublikowałem wpis pt.: „Metoda Park Tool’a„, gdzie opisałem w jaki sposób nasmarować bębenek, którego nie da się otworzyć. Ano. Metoda skuteczna, gdy bębenek bez problemu połyka olej przekładniowy, który dociera w jego każdy zakamarek. W moim przypadku problematyczność tej metody polega na tym, że intensywnie korzystam z myjni samochodowej, co skutkuje tym, że do bębenka wdziera się sporo detergentu z wodą. Cóż. Coś za coś. Myjnia jest znacznie wygodniejsza niż celebracja „delikatnego” mycia roweru. Poza tym traktuję rowery jako narzędzie a nie obiekt kultu. Używam w taki sposób, jaki jest dla mnie wygody. Jak się zużyje – należy wymienić. Ostatnio bębenek napełniłem około 4ml oleju 85W140 (pozostawiony do odcieknięcia). I takie zalanie wytrzymało mniej więcej 2 mycia na myjni. Potem standardowo mi się nie chciało… Piasta jednak była coraz głośniejsza, więc postanowiłem się za to zabrać ponownie. Śruba skręcająca bębenek chyba się zapiekła, więc nie podejmuję dalszych prób jego otwarcia. Wypłukałem i zalałem olejem. Tym razem poszedłem o krok dalej.

Do mojej kolekcji smarów obok ŁT-43, ŁT-4 S2 doszedł TowoCX, czyli popularny towot, smar uniwersalny. Trochę jestem niepocieszony, bo jest rzadszy niż towot, którego używałem kiedyś, ale jest gęstszy niż ŁT-4 S2 – mimo że oba są w tej samej klasie konsystencji (NLGI 2).

20140922_192434

Kolor się nie zmienił… Zapach… Bardzo mocno wyczuwalny olej przekładniowy. Nie ważne… Ważne że jest odporny na wodę. Nawet przy użyciu mydła trwa to wymierną chwilę. A więc nieźle.

Podczas poprzedniego serwisu łożyska zalałem smarem litowym w spray’u. To był eksperyment. Smar tragiczny. Nie przetrwał próby czasu. Rzadki, nie odporny na wodę. Tak przypuszczałem, dlatego tym razem wypchałem łożyska po brzegi towotem. Zewnętrzne łożysko bębenka, które jest chronione tylko gumą, również uszczelniłem obficie smarem…. Ale jakby tego było mało. W każdą szczelinę bębenka i piasty wcisnąłem smar, nawet pod kapsle i uszczelkę przykrywającą łożysko od strony kasety. Po prostu się z niej ulewało…Takie doszczelnienie powinno zapewnić, że olej nie będzie wypływał z bębenka a także, że detergent z myjni zbyt szybko się do niego nie dostanie. Bębenek jest już na wykończeniu, ma już wyczuwalne luzy, ale jeszcze pojeździ… Najciekawsze są łożyska, gdyż huczą, ale luzów nie mają. Mimo że mam kilka zapasowych, to te obecne jeszcze przeżyją bębenek…

Mankamentem towotu jest to, że wypchane nim łożyska stawiają wymierny opór. Jednak w praktyce, jest to zupełnie niezauważalne. Pod tym względem ŁT-4 S2 jest lepszy, ale jest rzadszy i moim zdaniem nie nadaje się do stosowania np tam, gdzie łożyska są bezpośrednio wystawione na działanie warunków atmosferycznych – np pedały.

Idzie jesień, więc lada dzień będzie wiadomo, czy doszczelnienie piasty smarem zdaje egzamin. Na drugi ogień pójdą pedały, gdyż te ostatnio wysmarowałem ŁT-4, jedna myjnia już była, więc wypadałoby za chwilę tam zajrzeć. I tu chwilę się zatrzymam. Kiedy pierwszy raz otworzyłem pedały HT A120S, były tam resztki oryginalnego smaru. Był bardzo lepki, wręcz kleisty. Bardzo trudny do usunięcia, nawet benzyną. Jestem ciekaw co to było. Z pewnością nie był to towot. Spełniał bardzo dobrze swoją funkcję.

Jak zawsze zapraszam na
Forum Rowerowe.org

Ten wpis został opublikowany w kategorii Mechanika rowerowa. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.